Link to: NIEZWYKŁE KROSNO

YAF 2020 W REALU I ONLINE

Link to: NIEZWYKŁE KROSNO

W przededniu 5. edycji Young Arts Festival z Bartkiem Tełewiakiem, dyrektorem artystycznym wydarzenia, rozmawia Robert Feluś.

Robert Feluś: Bartek, czy z Tobą jest wszystko w porządku? Pierwsza fala pandemii nie zdążyła opaść, a tu druga wzbiera. Wielkie imprezy sportowe i kulturalne powypadały z kalendarzy. Tylko na plażach dzikie tłumy. A ty w Krośnie robisz festiwal muzyki poważnej. Czy Ty jesteś poważny?

Bartek Tełewiak: Ogólnie nie jestem, a festiwal Young Arts – choć wiele w nim muzyki klasycznej – nigdy nie wpisywał się schemat bycia poważnym. Ale w kwestii ściągnięcia tłumów na nasze koncerty – tak, jestem śmiertelnie poważny. Powiem więcej, marzą mi się tłumy słuchaczy, tym razem jednak w odpowiednim dystansie i maseczkach, z dłońmi aromatyzowanymi płynem do dezynfekcji. Nie wydaje mi się, żeby dobre koncerty były miejscem mniej bezpiecznym niż deptaki nadmorskich kurortów. Wręcz przeciwnie, nasza YAFowa publiczność zawsze wykazywała się kulturą i rozważnym zachowaniem…no może z wyjątkiem dzikich okrzyków po udanych występach artystów.

Miałeś taki moment zwątpienia podczas przygotowań, kiedy chciałeś się poddać i ogłosić: w tym roku festiwalu nie będzie, przegraliśmy z koronawirusem. Co się wydawało być problemem nie do pokonania?

Oczywiście…kto ani razu nie zwątpił, niech pierwszy rzuci kamień. W marcu, przed lockdownem byliśmy już mocno rozkręceni organizacyjnie, dopinaliśmy główne założenia programowe, gdy okazało się, że odwołane są wszystkie imprezy i mamy siedzieć w domach. Artyści zagraniczni nie mogą wyjechać ze swoich krajów. W pierwszych tygodniach straciliśmy wiarę w to, że nasza piąta, jubileuszowa edycja w ogóle się odbędzie, ale minęło kilka dobrych tygodni i stwierdziliśmy, że nie możemy się poddać, że pandemia nie może oznacza flauty, ale korektę kursu i złapanie nowego wiatru. Wtedy pomyśleliśmy, że czas na nowe otwarcie, czyli dostosowanie się do warunków pandemii, która przecież może trwać latami. A my nie możemy wpatrzeni w komputery latami siedzieć w domach!

Nowe otwarcie – taki jest motyw przewodni tej „pandemicznej edycji”. Na czym ono polega? Na co właściwie się otwieracie na nowo?

Na przykład na kameralistykę, czyli na występy małych zespołów, takich kilkuosobowych. Wcześniej występowały na YAF duże orkiestry. Dziś, przy obowiązku zachowania dystansu społecznego, orkiestra symfoniczna potrzebuje połowy boiska piłkarskiego. Nie ma tak wielkich scen! A do tego wszyscy muzycy grający na instrumentach dętych przecież nie mogą pracować w maseczkach. Tak więc będzie kameralnie. Podobnie z publicznością. Kochamy otwarte plenerowe imprezy, w których uczestniczą tłumy. Niestety, w tym roku musimy to odpuścić na rzecz wymaganej w pandemii kontroli widowni. Tak więc będą oświadczenia, które muszą składać uczestnicy imprez, ograniczona liczba wejściówek, obowiązek zachowania dystansu i włożenia maseczki. No i dużo bardziej otwieramy się na koncertowanie online.

Wszystkie imprezy dziś właściwie idą ścieżką online. Rozumiem, że marzenia o tłumach to jedno, ale Young Arts też odpowie na ten trend zdalnego odbierania sztuki?

Oczywiście! Przez ostatnie cztery edycje zgromadziliśmy w realu 6-tysięczną widownię. Przy ograniczeniach pandemicznych nie możemy wszystkich zaprosić do udziału w koncertach na żywo, a niektórzy może nawet nie czuliby się bezpiecznie, siedząc wśród ludzi na widowni. Dlatego koncerty grane na żywo w Krośnie będzie można również oglądać online na naszych kanałach społecznościowych, a koncert finałowy będzie transmitowany prosto z Londynu na krośnieński rynek i pokaże go też Onet.

Muszę w takim razie zapytać o bezpieczeństwo. Jak chcecie je zapewnić swoim słuchaczom? Czym zamierzacie przekonać do udziału w koncertach tych, którzy boją się koronawirusa?

Nie chcemy nikogo na siłę przekonywać. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech słucha i ogląda YAF w domu. Stąd pomysł transmisji koncertów online. Jeśli chodzi o osobisty udział w wydarzeniach, naszą widownię organizujemy zgodnie z zasadą dystansu społecznego i zachowaniem wszelkich rygorów sanitarnych. Wychodzimy w plener, aby umożliwić jak największej liczbie słuchaczy komfortowy odbiór muzyki, ale też aby zachować nasz znak rozpoznawczy, czyli piękną oprawę wizualną koncertów.  Maseczki płyn do dezynfekcji rąk – to będą niestety stałe atrybuty życia koncertowego w czasie pandemii. Na szczęście oczy i uszy pozostaną „wide open”.

Organizacja takiej imprezy jak YAF kosztuje. A tu czasy takie, że instytucje i firmy, które wcześniej nie szczędziły grosza na kulturę, teraz oglądają każdą złotówkę. Jak wyczarowałeś pieniądze, żeby zrobić festiwal dla wiernej publiczności i kto w tych Twoich czarach pomógł?

Organizacja Festiwalu w formule otwartej dla słuchaczy i widzów nie byłaby możliwa, gdyby nie wsparcie naszych partnerów i sponsorów. Zebranie środków na takie przedsięwzięcie jest zawsze dużym wyzwaniem, ale muszę przyznać, że w tym roku było wyjątkowo trudno. Wielu naszych partnerów znalazło się w czasie pandemii w nieoczywistej sytuacji. Biznes, jak każdy z nas w obliczu koronawirusa, widział przed sobą więcej znaków zapytania niż świetlane prosperity.  Od wielu lat naszymi mecenasami są firmy, które wywodzą się z Krosna i wierzą, że warto wspierać kulturę: Splast, Grupa Nowy Styl czy Krosno Glass. W tym roku faktycznie ta współpraca jest zawieszona, ale wierzę, że wróci w kolejnych edycjach. Natomiast naszymi tegorocznymi partnerami są Instytut Muzyki I Tańca, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Województwo Podkarpackie i Miasto Krosno oraz PKN Orlen i Fundacja PGNiG. Dzięki tym środkom możemy zorganizować piątą edycję Young Arts Festival. Może z trochę mniejszym rozmachem, ale YAF w zaskakującym roku pandemii odbędzie się. Myślę, że to dziś ważne – wychodzenie z wydarzeniami do realu, bo to jest takim światełkiem nadziei, że wrócimy do normalności, do życia festiwalowego, które lubiliśmy.

A jak reagowali artyści, kiedy w tych dziwnych czasach proponowałeś udział w festiwalu? Można by pomyśleć, że skoro z powodu pandemii „siedzą na bezrobociu” to nie opierali się zbytnio.

Wśród artystów jest wielka chęć powrotu na sceny. Pamiętajmy, że cała branża zajmująca się ratowaniem naszej psychiki, gdy byliśmy zamknięci w domach podczas pandemii, nadal jest pozostawiona samotnie, często bez środków na codzienne funkcjonowanie. Bardzo chcieliśmy mieć swój udział w „reanimacji sceny muzycznej”, stąd na koncertach dominują najwybitniejsi artyści z Polski, ale też pojawi się światowej sławy zagraniczna gwiazda.

Kto zatem pojawi się na Young Arts w tym roku? Jakie masz przygotowane programowe gwoździe?

Myślę, że pod wieloma względami będzie to przebłysk geniuszu… Nasz koncert finałowy będzie transmitowany z domowego studia „Mozarta XXI wieku” Jacoba Colliera. Ten szalony wokalista, improwizator, kompozytor i aranżer porwał serce największego producenta muzycznego wszechczasów Quincy’ego Jonesa podobnie jak zrobił to Michael Jackson prawie pół wieku temu… Na dniach premiera najnowszego albumu Colliera „Djesse Vol.3”, z którego materiał usłyszymy po raz pierwszy w Polsce na żywo – właśnie podczas koncertu granego specjalnie dla festiwalu Young Arts

Mozart XXI – to brzmi naprawdę zachęcająco. A kogo z polskich artystów usłyszymy?

Koncert najlepszego improwizującego kwartetu smyczkowego świata, czyli ATOM String Quartet. Będzie to hołd złożony genialnemu kompozytorowi, który odszedł w czasie pandemii, a który rozsławił Polską muzykę w największych salach koncertowych świata. Krzysztof Penderecki, bo o nim mowa, z wielkim entuzjazmem odnosił się do wizji swojej muzyki przedstawionej przez ATOM’ów. Myślę, że koncert będzie wyjątkowym wydarzeniem, tym bardziej  że odbędzie się w nietypowej przestrzeni. Jesteśmy znani z poszukiwania nietypowych lokalizacji, stąd pomysł by Penderecki zabrzmiał w Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza – najstarszej nadal funkcjonującej kopalni ropy naftowej na świecie! Myślę, że magia tego miejsca sprawi, że słuchacze – także wirtualni – sięgną po muzykę Pendereckiego i odkryją ją w nowym kontekście.

Zaprosiliśmy do Krosna także dwóch najwybitniejszych polskich gitarzystów improwizujących Marka Napiórkowskiego i Artura Lesickiego. Koncert „Celuloid” będzie podróżą przez polska muzykę filmową, usłyszymy kompozycje Krzysztofa Komedy, Tomasza Stańki, Wojciecha Kilara, Andrzeja Kurylewicza przepuszczone przez geniusz improwizacji tego wyjątkowego duetu. Myślę, że czeka na nas wiele gitarowych uniesień. A propos uniesień – odnoszę wrażenie, że muzyczny „fast food”, który często serwują nam media jest fajny do czasu. Szczególnie teraz, kiedy rzeczywistość nauczyła nas poszanowania dla muzyki na żywo, powinniśmy sięgać po lepszą muzykę – taką, która zostawi w nas lub po nas jakiś ślad.

Uniesienia, które funduje swoim słuchaczom YAF, to oczywiście efekt muzyki, ale też  – jak już wspomniałeś – koncertowania w nieoczywistych miejscach. Jakie nietypowe sale koncertowe przygotowaliście na jubileuszową edycję? W końcu piąte urodziny wydarzenia to już mały jubileusz.

Naszym marzeniem było spotkać się z publicznością w naszych ukochanych industrialnych wnętrzach i po części marzenie się spełniło. W tym roku zapraszamy słuchaczy do najstarszej na świecie funkcjonującej kopalni ropy naftowej. To właśnie tam w otoczeniu prawie dwustuletnich sprzętów górniczych odkryjemy mroki i światło muzyki Pendereckiego. Wracamy także na urokliwą krośnieńską Starówkę, gdzie nie było nas już 2 lata. Stęskniliśmy się za unikatowymi podcieniami i myślę że będą wspaniałą przestrzenią dla gitarowych brzmień „Celuloidu” i dla transmisji koncertu Jacoba Colliera.


Jakie jeszcze przeszkody musisz pokonać na ostatniej prostej do festiwalu?

Logistyka, scenotechnika, łącza internetowe, wywiady radiowe, warunki pogodowe i kilka zawsze nieprzewidzianych niespodzianek… Grunt, żeby zachować przy tym wszystkim zdrowy dystans. W tym roku również społeczny.

Young Arts Festiwal 2021? Jest w Twojej głowie już taka szufladka? Czy to jeszcze za wcześnie?

Te szuflady są cały czas otwierane, sprawdzane, czasami wietrzone, aby wpuścić świeże powietrze. Trzeba mieć szeroko otwarte uszy na to, co dzieje się w najnowszej muzyce. Można się wtedy zdziwić, jak bardzo jest ona odbiciem otaczającej nas rzeczywistości. Na pewno w 2021 roku pojawią się artyści, którzy zmieniają oblicze najnowszej muzyki. Reszta jest tylko wypadkową naszych możliwości. Trzeba wierzyć. Gdybym Ci powiedział, o kogo jeszcze przed pandemią walczyliśmy w tegorocznej edycji, to myślę, że uśmiechnąłbyś się z niedowierzaniem. A my po prostu zawsze sięgamy gwiazd – dosłownie i w przenośni.

Powiedz na koniec – dlaczego Krosno? Znasz zapewne wynurzenia rozmaitych mądrali, którzy się popisują wiedzą o społeczeństwie i mało życzliwie wypowiadają się o rodakach zamieszkujących Podkarpacie. Że to prosty lud. Idąc za tym, krzywdzącym skądinąd, tokiem myślenia może powinieneś w Krośnie zrobić festiwal muzyki pop a nie muzyki poważnej?

Idąc tym tokiem, powinniśmy zrobić festiwal kiełbasy i biesiadę przy ulubionym gatunku muzyki, z którego oczywiście powinniśmy być wreszcie dumni i zacząć go studiować. Ale my jednak robimy swoje. Na naszych koncertach pojawiło się w sumie 24 tysiące osób, w zdecydowanej mierze mieszkańców Krosna i okolic. Myślę, że to dobry wynik jak na klasykę i jazz, który pokazuje, że na Podkarpaciu jest zapotrzebowanie na klimaty, które oferuje Young Arts. Wracając jednak do sedna – myślę, że Krosno jest wyjątkowo urokliwe, ma naturalny potencjał miejsc nieoczywistych, a do tego jest nam bliskie, bo są tam nasze korzenie. Krosno ma także szczęście do władz samorządowych i zachowało przy tym balans światopoglądowy, chyba dlatego – mimo wszelkich wynikających z pandemii trudności – możemy myśleć o 5. edycji Young Arts Festival właśnie w tym miejscu.

Rozmawiał: Robert Feluś